Wywiady

Wywiad z panem Andrzejem Boryckim - naczelnym redaktorem gazety "Korso"
corso

G: Skąd biorą się pomysły na nowy numer gazety?
Andrzej Borycki: Jak to mi kiedyś powiedział św. pamięci redaktor Ryszard Kapuściński: "Wyjdziesz na ulicę, a tam leży temat". Dobry redaktor widzi wszystko, spostrzega to, czego zwykły człowiek by nie zauważył. Jednym słowem ma oczy dookoła głowy. Czasem temat wydaje się być nieistotny, a zrodzi się z niego prawdziwa sensacja. "Nie jesteśmy pod oddziaływaniem władzy - my piszemy luźno dla społeczeństwa".

G:Do jakiego stopnia można krytykować treści zawarte w artykułach?
AB: Dziennikarz ma pewne prawo, które go chroni. Jeśli pisze prawdę i jest rzetelny to może spać spokojnie. Ale jeżeli dojdzie do jakiegoś incydentu to sprawa oczywiście trafia do sądu.

G: Niech pan opisze plusy i minusy bycia dziennikarzem.
AB: Malwina Wołoszyn (w tle): Kawa, dużo kawy! (śmiech). Tak to prawda, pijemy dużo kawy, ale to przez stres. Skoro już przy tym jesteśmy, to kontynuujmy minusy tej pracy. Chyba największym jest nasz nieograniczony czas siedzenia w robocie. Każdy dziennikarz musi być dostępny 24/h dosłownie siedem dniu w tygodniu. I oczywiście w pewnych sytuacjach trzeba odłożyć życie prywatne, rodzinę, bo pojawiła się świeża nowinka i trzeba ją jak najszybciej złapać. Minusem mogą też być niestałe zarobki, nie dostajemy ustalonej pensji - ona zależy od naszej organizacji i zaangażowania w temat. Plusem jest oczywiście mnóstwo znajomości, czasem nawet znamy ludzi z całego świata. Zapomniałem, że najlepszy dziennikarz, to taki, który jest wrażliwy na otaczające nas ubóstwo, krzywdę społeczną, aby dobrze wczuć się w dany artykuł. Jednocześnie musi mieć odporną psychikę na przykre widoki i ból innych. To trudna praca, ale bardzo przyjemna, jeśli się kocha lub przynajmniej lubi ten zawód.

G: Czy trzeba mieć „wtyki”, aby ludzie dzwonili do nas i podawali bieżące informacje?
AB: Oczywiście. Przede wszystkim trzeba mieć dobry kontakt z ludźmi. Jeśli piszemy dobrze i racjonalnie to wszyscy nas szanują i wiedzą, że można na nas liczyć. Gazeta cieszy się autorytetem - znajdą się i kontakty.

G: Często się mówi, że policja nie chce, aby dziennikarze byli na miejscu wypadku. Czy to prawda?
AB: Ależ nie, to mit. Policjanci wiedzą, że dziennikarz musi wykonywać swoją pracę, a to znaczy, że taki wypadek to czasem niezły temat. Szanujemy siebie wzajemnie.

G: A czy rodzina może zabronić dziennikarzowi pobytu w miejscu wypadku?
AB: Absolutnie nie. No chyba, że sprawa dzieje się w prywatnej posesji. Ewentualnie może tego zakazać prokurator. Prawo jest jasne – nie wolno targnąć na prywatność innych ludzi i w ich dane osobiste. Jeśli obywatel nie wyrazi zgody na opublikowanie jego danych osobowych to my oczywiście bez piśnięcia to robimy. Wtedy zmieniamy imię, nazwisko, adres zamieszkania itp., ale tak, żeby nie można było namierzyć takiego człowieka. Każdy ma swoją prywatność.

G: Czy redaktor naczelny sprawdza realność, prawdziwość otrzymanych artykułów?
AB: To nie należy do naszych kompetencji, ponieważ nie sposób sprawdzić wszystkiego. Po prostu trzeba mieć zaufanych współpracowników, żeby wiedzieć, że piszą prawdę i tylko prawdę.

G: Czy jednak zdarza się, że dziennikarze próbują kłamać?
AB: Jeśli są uczciwi to nie. Każdy ma swoje sumienie. Poza tym kłamstwo leży w naturze kolorowych brukowców, tabloidów. W poważnych gazetach podawane są fakty.

G: Dziękujemy za poświęcony czas.
AB: Cała przyjemność po mojej stronie.

corso

I na koniec zachęcająca propozycja od pana Andrzeja: "Jesteśmy otwarci na dziennikarzy amatorów. Jeśli ktoś ma coś do przekazania światu, to my to chętnie przyjmiemy i jeśli będzie godne uwagi opublikujemy w naszej skromnej gazecie. Piszcie i ślijcie!". Dziękujemy za cenne informacje

Karolina Wójcik